|
|
| Wiadomość |
Autor |
Wysłany: Pon Sie 23, 2010 11:13
|
|
|
| chyba jesteś nałogowcem:) |
|
czarna
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Pią Sie 27, 2010 21:58
|
|
|
Oglądałam wypowiedź tego ks. z pierwszej strony - on mówi, że tak nie można żyć, że to grzech itd. Otóż ja Wam mówię drodzy Forumowicze, że można, tylko dla nich - księży jest wygodniej żyć w ukryciu, zarabiać duże pieniądze i jeździć drogimi samochodami. Bo komu po iluś tam latach spokojnej pracy chce się szukać kolejnej, wymagającej innego wykształcenia bądź doświadczenia.
Nie warto sobie zaprzątać głowy kimś, kto nie chce rzucić sutanny, a miesza Wam w głowie. To tak jak zadawać się z żonatym facetem, który mówi, że nie zostawi swojej żony - tak chyba nie chciałybyście żyć. A to jest prawie ta sama sytuacja, bo przecież z rozwodnikiem nie będziecie miały ślubu kościelnego - tak jak i z księdzem.
Jedynie jeśli on zostawi kapłaństwo, wtedy zasłuży na Waszą miłość. |
|
Adelajda
Gość
|
0
|
|
|
|
Wysłany: Nie Wrz 19, 2010 17:45
|
|
|
| A gdzie jest teraz na Parafii ??aaa |
|
aaa
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Nie Wrz 19, 2010 20:53 zakochana w księdzu
|
|
|
| A co robić, gdy spotyka to dorosłą kobietę, mężatkę, matkę dzieci? |
|
beta
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Pon Wrz 20, 2010 19:03
|
|
|
| dać sobie spokój jak najszybciej. Oni nie mają skrupułów !!! |
|
czarna
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Wto Wrz 28, 2010 22:45
|
|
|
Hej dawno mnie tu nie było,ale musze sie z wami czymś podzielić...
Pisałam,ze Arek wyjedzie do innej parafii...tymczasem dostałam od nigo list.Skąd?Z Włoch...Wysłali Go na studia.
Też byłam zdziwiona.spotykaliśmy sie jeszcze przed jego wyjazdem,ale potem powiedział tylko,że wyjeżdża nieważne dokąd,że musimy życ dalej tak jak do tej pory i tu wszystko się urwało.
nie było hucznego pożegnania w kościele.nikt nic nie mówił na temat jego wyjazdu jakby w ogóle nigdy Go nie było...zupełnie nie miałam pojęcia co sie dzieje.
Dwa dni temu przyszedł listonosz z pocztowka i listem od Niego.Napisał,że tak musialo być bo inaczej nigdy nie umielibyśmy sie rozstać,że Jemu tez nie jest łatwo,ale musiał tak postapić.przeprosił (choc to moim zdaniem ni wystarcza)napisał,ze kocha i nadal nazywał swoja "dziecinką"...
po raz chyba już ostatni.
A ja znów zostałam z moja tęsknotą...
Nie załuje ani jednej chwili z Nim,ale wojna z uczuciami jest chyba najgorsza walką jaka czlowiek musi stoczyc czasem w swoim życiu. |
|
OlimpiaX
Pkt. łącznie za posty: 0 Miejsce w rankingu: 108 Aktywność (pkt): 6
|
0
|
|
|
Wysłany: Czw Wrz 30, 2010 23:13
|
|
|
| czarna napisał/a: | | dać sobie spokój jak najszybciej. Oni nie mają skrupułów !!! |
Chyba masz rację, chociaż to tak bardzo boli. Minęły dwa lata, a ja wciąż nie mogę zapomnieć. Mówi się,że "czas leczy rany" a ja niestety tęsknię. "Mój"ksiądz odwiedził w tym czasie moją parafię dwa razy, a ja unikałam spotkania z nim. Czy ktoś ma podobne doświadczenia jak ja? Będzie mi raźniej, gdy ktoś się podzieli ze mną swoim doświadczeniem. |
|
beta
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Pią Paź 01, 2010 00:51
|
|
|
Czas nie leczy ran tylko pozwala nam się do nich przyzwyczajać.Siedze z butelką Martini i nie wiem co robić.W święta przyleci do Polski...Chyba zaczynam czuć nienawiść do Kościoła -jako instytucji.To paranoja.
Dziwne ,że do reform gregoriańskich celibatu nie było,a potem co??
Zszedł Chrystus i powiedział : " ej ludzie słuchajcie od jutra celibat inaczej bycie z kobieta to grzech".Dla mnie grzechem nie jest bycie z księdzem tylko ewentualnie kłamstwa jakie się z tym wiążą bo przecież musimy okłąmywac najbliższych.Gdyby to był grzech to Bóg chyba nie zsyłał by ich do naszego życia w taki sposób.
Przynajmniej tak mi się wydaje.
Zresztą to już nieistotne.Ja zawsze tylko chciałam wiedziec po tym wszytskim ile dla niego znacze.Czy w ogóle coś znacze...
Podziwiam Cię,że potrafiłaś się z nim nie widywać.Ja nawet gdy Go widziałam i to powodowało,że tęskniłam jeszcze mocniej nie potrafiłam usiedziec na miesjcu.Chciałam sprawdzić za każdym razem czy dalej coś do mnie czuje.W jaki sposób bedzie ze mną rozmawiał jak na mnie zareaguje...
Też tęsknie,też kocham,ale teraz wiem,ze to faktycznie było uczucie z jego strony a nie jego widzi mi się pod tytułem :"pobawie się z fajną panienką".
"teraz gdy w ruchomych piaskach tonę rozumiem czemu chciał mnie chronić"...Zakochana resztkami bezsensownej miłości kobieta jest jak masochistka nawet gdy boli zrobi wszytsko by na moment poczuć ta mikroskopiją( w porównaniu do tego co później )dawkę szczęścia jaką oni dla nas są. |
|
OlimpiaX
Pkt. łącznie za posty: 0 Miejsce w rankingu: 108 Aktywność (pkt): 6
|
0
|
|
|
Wysłany: Pią Paź 01, 2010 12:19
|
|
|
| Hmmm, widzę że znalazłam forum dla siebie.. W moim przypadku wszystko zaczęło się niewinnie. Najpierw jakieś uśmiechy. potem zagadywanie..Z czasem głęboka przyjażń między mną a moim proboszczem. Nie przespałam się z nim, ciągle mam jakieś ograniczenie w zawiązku z jego funkcją. Ja mam 21 lat, on 45!!! to ogromna różnica nie tylko w psychice ale i w wyglądzie. .Bardzo chętnie podejmę temat z jakąś kobietą która tak jak i ja potrzebuje zrozumienia i osoby która potrafi postawić się w mojej sytuacji. |
|
malciszek
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Pią Paź 01, 2010 12:47
|
|
|
| kasssssis19 napisał/a: | | \a ja?? pewnie tylko przejsciowa miloscia toksyczna mloscia od ktorej ciezko sie uwolnic!uczucie to jest bardzo ciezkie!jednak czloweiek boi sie nie hcce zrezygnowac z przyjemnosci z odczuwania tego co za soba niosa spotkania pocalunki i przytulenia...pozdrawiam i dziekuje za mile slowa |
wspaniale to ujęłaś!!! nigdy nie jest do końca pewne co dzieje się w głowie drugiego człowieka.. Smutne, ale prawdziwe:(. Ja wiem jedno, za każdym razem kiedy mówie sobie:nie chcę go znać, on pojawia się nagle,dzwoni co chwilę a potem znów nie ma dla mnie czasu..Niestety nie potrafie urwać tej znajomości bo czerpę z niego inspiracje do życia.. Z resztą nie wiem czy mogę powiedzieć że kocham Księdza.. Może to coś innego.. Ale boję się....Boję się ludzi i odtrącenia mnie przez społeczeństwo:( |
|
Malciszek
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Wto Paź 05, 2010 22:04
|
|
|
Myślałam, że jestem w tym sama, że to tylko ja zakochałam się w księdzu, ale cieszę się, że trafiłam na to forum..
Jestem z nim już dwa lata. Początkowo zupełnie mi na nim nie zależało. To on wziął mój numer telefonu, pisał do mnie, chciał się spotykać. Ja się godziłam - myślałam, że będę miała super przyjaciela, bo naprawdę rewelacyjnie nam się gadało i spędzało czas razem - te same zainteresowania, sposób patrzenia na wiele spraw, to samo poczucie humoru... Z każdym dniem stawał mi się co raz bliższy, jednak nie dopuszczałam do siebie myśli, że to może być coś więcej.. Jednak po jakimś czasie siedząc u niego o glądając film objął mnie, pocałował i powiedział, że kocha. Zaczęliśmy się regularnie spotykać, aż w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że go kocham i to z każdym dniem co raz bardziej. Przez pierwszy rok było rewelacyjnie - nikt mnie nie traktował tak jak on - byłam i czułam sie najważniejsza dla niego. To wszystko spowodowało to, że zakochałam się w nim bez pamięci, jednak od momentu gdy zauważył, że tak jest, że nie mogę bez niego żyć bardzo się zmienił. Role zupełnie się odwróciły... Krzyczy, kłamie, obraża mnie... były tez dwie sytuacje, w których mnie udeżył.. Mimo tego wszytskiego ja nie potrafię go zostawić... Mam pocharataną rękę, każdego wieczoru piję... Co ja mam zrobić? Prosze pomóżcie mi! Dlaczego czasem potrafi być tak cudowny, ciepły, a czasami tak oschly i podły... |
|
ruduś
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Czw Paź 07, 2010 00:30
|
|
|
Kobieto to psychol!!! Ty jesteś jego ofiarą, opamiętaj sie już lepiej nie będzie. Być moze ma już inną a Ciebie dość, więc chce się urwać
Mam nadzieję że znajdziesz dość siły żeby uwolnić sie od niego |
|
czarna
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Czw Paź 07, 2010 20:44
|
|
|
| czarna napisał/a: | Kobieto to psychol!!! Ty jesteś jego ofiarą, opamiętaj sie już lepiej nie będzie. Być moze ma już inną a Ciebie dość, więc chce się urwać
Mam nadzieję że znajdziesz dość siły żeby uwolnić sie od niego |
|
|
ruduś
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Pią Paź 08, 2010 21:19
|
|
|
| ??? |
|
czarna
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Pią Lis 12, 2010 02:53 do Zuzi
|
|
|
Droga Zuziu,
wydajesz mi się osobą bardzo wiarygodną i mocno stąpającą po ziemi, taką którą trudno zwieźć grą słów. W moim życiu miało szansę zdarzyć się coś podobnego, ale skończyło się nim się zaczeło. Dziś po wielu latach wiem, że uczucie nadal trwa, uśpoine w moim sercu, czeka chyba ku mojemu zaskoczeniu na kolejną szansę. Myślałam że ten rodział jest zamknięty. A tu proszę niespodzianka pojawił się a serce zadrzało.Opowieść jest długa, choć sprowadza się do możliwości przebywania na plebanii bez limiów casowych.ten stan nazywany przezemnie raczej błogostan, trwał 2 lata. wtedy byliśmy wobec siedie szczerzy i serdeczni ala wszystko w oparciu o przyjaźń. Tylko ja miałam wyłączność na sprządanie jego pokoi sypialn. Mój proboszcz mówił o mnie że jestem czysta jak łza.Nigdy nie dał się dotknąć amnie traktował szczegółnie dodrze. Rzucił mnie kiedyś na swoje rozścielone łóżko i sasugerował że od razu poczuje się lepiej.Gdy sobie uświadomiłam jaką drogą podążam, postanowiłam zawrócić z niej nim będźie zapóźno. Serce już krwawiło. Dodatkowo ów Proboszcz został moim nauczycielem na uczelni, to już mnie całkiem przerosło. Zbierały się koło niego całe stada pięknych i młodych studentek i wśród nich ja mała szara myszka.Po tym półrocznym dośwadczeniu byłam takim wrakiem emocjonalnym, że nie byłam w stanie pójść sama do kościoła. Jednym słowem zawładnłą całą moją duszą umysłem i pragnieniemi. On był święty niczego nie dawał ani nie objecywał. To jedynie moja wyobraźnia doprowadziła mnie do takich emocji. Odeszłam całkiem z parafii, nie chodzę tam do kościoła. On jest przekonany, że pogniewałam sie na niegi i na Boga. Pewniw uważa mnie za osobę której zbyt szybko zaufał a ona tego niedoceniła i zniknęła. Dzś gdy rozmawiamy wyczuwam w jego głosie obcość. Może jest urażony że odeszłam bez słowa, że Go zawiodłam możetak a może nie. A prawda jest prostrza niż się wydaje kochałam Go tak bardzo że nie zniosłabym plotek ani o nim ani o sobie. Nie chciałam wchodzić mu drogę Posługi Kapłańskiej. dziś minęło 11 lat od tamtych chwil a uczucia są wciąż te same tylko mieszkają w najdalszym koncie serca. Spotkałam Go niedawno po tyh 10 latach. Nie jest już tym samym proboszczem. traktuje mnie nieco gorzej choć stara sie by pomocny i życzliwy. Czy można znów zbudować zaufanie? |
|
em
Gość
|
0
|
|
|
|
|
|