|
|
| Wiadomość |
Autor |
Wysłany: Sro Lip 28, 2010 21:47
|
|
|
| czarna napisał/a: | | czy ktoś moze mi wyjaśnic pewną prawidłowość związaną z księżmi. dlaczego oni tak szybko zrywają kontakty. nagle cisza i nic. pustka |
Też się nad tym zastanawiałam. I wydaje mi się,że tak ich nauczono by jak coś się zaczynało dziać to zerwać kontakt i nie mówić kobiecie- żeby jej nie obciążać. Takie rozumowanie jest typowo MESKIE. Oczywiście jak rozumiem zerwanie kontaktu, to nie rozumiem tego, że nie wyjaśnia się tego kobiecie. Takie odejście bez słowa jest bardzo raniące. Ale oni tego nie rozumieją, myślą że tak będzie najlepiej. Mnie bardziej rani to,że nie wiem dlaczego ktoś się do mnie nie odzywa niż sam fakt,że ktoś się nie odzywa. Wystarczyło by kilka słów wyjaśnienia i wszystko wyglądało by inaczej.Przynajmniej bym sie nie męczyła i zastanawiała czy przypadkiem coś zrobiłam nie tak. |
|
jane
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Czw Lip 29, 2010 23:16
|
|
|
Dokładnie to samo czułam Jane. Setki razy czytałam sms-y do niego i od niego. Analizowałam każde słowo na gg. Obarczałam sie winą. Popadałam w paranoję. Myślałam ze oszaleję. Powiedział mi kiedyś żebym go nigdy nie okłamała, nie zraniła, bo zniknie bezpowrotnie. Więc zaczęłam sie zastanawiać co takiego złego zrobiłam. to było straszne. Okropne poczucie winy bez winy. Żałuję tylko jednego. Ale to jak chcesz to przeczytaj mój pierwszy wpis. Wyspowiadałam sie z tego i jest mi lżej. Dziś mam tylko czasem myśli, żeby cierpiał tak samo jak ja. Ale z drugiej strony to nie chcę sie mścić, bo szkoda mi go.
Pozdrawiam wszystkie dziewczyny. które cierpią z miłości do księzy. |
|
czarna
Gość
|
0
|
|
|
|
Wysłany: Nie Sie 01, 2010 21:39 Co postanowiłam
|
|
|
Narazie nie postanowiłam nic szczególnego. Przez dwa tygodnie byłam na urlopie i miałam czas, żeby wszystko dokładnie przemyśleć.
Porozmawiam w tym tygodniu z tym księdzem i poproszę go o przewodnictwo duchowe, choć nie nazwę tego tak wprost, bo nie chcę żeby się przestraszył, czy przeraził, że np. nie nadaje się na kierownika duchowego. Po prostu powiem, że mam potrzebę porozmawiania czasem z kapłanem nt. wiary, itp. i sądzę, że on się najlepiej do tego nadaje. Mam nadzieje, że nie odmówi. Przekonamy się już niedługo ... |
|
Al-a
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Pon Sie 02, 2010 20:46
|
|
|
A-la jesteś szalona.
a ja idę na pielgrzymkę do Częstochowy podziękować Bogu za to ze sie od niego uwolniłam. W głębi serca mam jakiś tam żal do siebie, że sobie na to pozwoliłam. Dziś wiem że to on ma problem bo uwikłał się w romans. |
|
czarna
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Pon Sie 02, 2010 22:54 Dlaczego szalona?
|
|
|
Dlaczego od razu szalona?
Co złego jest w prośbie, żeby kapłan został kierownikiem duchowym? Albo nawet w przyjaźni? Naprawdę nie oczekuję niczego więcej!
Życzę udanej pielgrzymki i wielu naprawdę owocnych przemyśleń i refleksji.
Odezwę się jeszcze ... |
|
Al-a
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Sro Sie 04, 2010 15:00
|
|
|
Witam
Oj kobieto!! przewodnik duchowy? Ciebie kręci przede wszystkim jako facet i próbujesz jakoś się do niego zblizyć. Napiszę tak... jestem w związku z księdzem już wiele lat, znam to srodowisko, wiem jak księza podchodzą do takich pomysłów, między sobą nazywają że jest kolejna nawiedzona która szuka wrażeń. Oni doskonale zdają sobie sprawę że sutanna przyciaga bo to owoc zakazany. Poza tym te które prowokują spotkania są dla nich tylko na chwile, wykorzystają i rzucą. To co przychodzi zbyt łatwo, to po co w ogóle dbac.
Nie chcę tu też uogólniac i nie twierdzę też ze wszyscy księża są źli, ale 8 na 10 tak właśnie mysli.
Życzę mądrych wyborów |
|
ZUZIA
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Sro Sie 04, 2010 21:06
|
|
|
| Zuzia- ostro powiedziane ale prawdziwa, znam to z autopsji. Kobiety nie dajmy się!!! |
|
czarna
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Pią Sie 06, 2010 10:27
|
|
|
| czarna napisał/a: | | Zuzia- ostro powiedziane ale prawdziwa, znam to z autopsji. Kobiety nie dajmy się!!! |
Ja myślę ze raczej delikatnie ujęłam, przynajmniej się starałam. Kobieta która sie nie szanuje i robi wszystko żeby ksiądz ją zauważył, prowokuje jakieś przewodnictwo duchowe, albo inne, sama wydaje sobie opinię kim jest. Jak powiedziałam swojemu dokładnie o tym przypadku to stwierdził ze takich chętnich jest na pęczki, które są do odstrzału już na starcie. Żenada |
|
ZUZIA
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Pią Sie 06, 2010 14:52
|
|
|
Najlepiej krytykować innych, a sama napisałaś:
>jestem w związku z księdzem już wiele lat.
Pozostawiam to bez komentarza! |
|
Al-a
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Pią Sie 06, 2010 16:01
|
|
|
| Al-a napisał/a: | Najlepiej krytykować innych, a sama napisałaś:
>jestem w związku z księdzem już wiele lat.
Pozostawiam to bez komentarza! |
Pozwoliłam sobie tylko na małą szczerość, sorry, wiem ze ona boli.
Napisałam ze jestem z księdzem wiele lat bo tak jest. Róznimy się jednak tym ze to On zabiegał o to zeby ze mną być. Ja się na talerzu nie podałam, musiał się naprawdę bardzo postarać.
Myślę ze teraz się rozumiemy, albo nie nie ta półka |
|
ZUZIA
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Sob Sie 14, 2010 10:29 kilka uwag
|
|
|
Dziewczyny, Kobiety,
rozumiem Was, ponieważ sama to przechodziłam. To On mnie przekonywał, że musimy być ze sobą na zawsze, że kocha mnie ponad wszystko na świecie i że odejdzie tylko wtedy, gdy ja Go wyrzucę z mojego życia. Nie jestem nastolatką (wybaczcie młodsze koleżanki), mam ukończone studia, miałam bardzo dobrą pracę.
Po pół roku starań z jego strony zamieszkaliśmy razem. On sprzedał wszystko, przyjechał do mnie. Mieszkaliśmy za granicą. Planowaliśmy ślub, chcieliśmy w przyszłości mieć dzieci.
Kochałam Go i kocham nadal... Wspierałam Go i byłam przy nim, gdy zaczął bać się przyszłości. W końcu mi powiedział, że za bardzo skupiamy się na uczuciach, na miłości.
Przyjechaliśmy do Polski. On miał szukać tutaj pracy. Wkrótce miała być nasza 2 rocznica wspólnego życia.
Zostawił mnie, wyjechał bez słowa. Prosiłam, by został. Mówiłam, że kocham. On twierdzi, że też mnie kocha, ale nie możemy być razem...
Zostałam z rozwalonym życiem: muszę organizować przeprowadzkę, załatwiać formalności, bo mój Ukochany poczuł powołanie, ma nową misję do spełnienia.
Czy mu na mnie zależy?
Nie wiem. Tak, twierdzi, że mnie kocha. Ale to przecież tylko słowa.
Dlaczego to piszę?
By Was ostrzec drogie Dziewczyny, które macie jeszcze wybór, gdy nie jest za późno.
Kocham Go nadal i cierpię... |
|
sareNKa
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Nie Sie 15, 2010 08:20
|
|
|
SareNka
Współczuję, naprawdę..A czy On odzywa się do Ciebie?W ogóle pracował?Co on ma zamiar robić?Chyba na powrót do kapłaństwa za późno...
Sorry,że tak pytam,ale w głowie po prostu zobaczyłam obrazek,że tak mogło stać się ze mną.
Też ten mój mówił,że kocha po czym wszystko uciął i przestał się odzywać - nie odpowiada na telefony, nic. Bez słowa wyjaśnienia.
Z tego co piszesz, mam wrażenie,że twojego gościa to wszystko przerosło. Zachował się jak tchórz. I mój zrobił tak samo, tylko że uciął wszystko na początku.
Wiesz, dzięki za ten post.Bo pewnie gdy ja wpakowałabym się w ten związek,to każdego dnia bałabym się że on po prostu odejdzie.Choć oczywiście nie wyobrażam sobie,że mi kiedykolwiek przejdzie i widzę siebie samą do końca zycia. |
|
jane
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 06:01 jane i sarenka
|
|
|
Hej dziewczyny, widzę ze to jest metoda na zerwanie związku. Ciekawe kto im tak skutecznie wbił ją do głowy. Wszyscy robią tak samo. Szkoda, że nie znam na tyle uczciwego księdza żeby umiał i chciał to wyjaśnić.
Wiecie co? Mnie przeszło, tzn ta "miłość" i życzę Wam tego.
Pozdrawiam |
|
czarna
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 12:17 Re: kilka uwag
|
|
|
| sareNKa napisał/a: | Dziewczyny, Kobiety,
rozumiem Was, ponieważ sama to przechodziłam. To On mnie przekonywał, że musimy być ze sobą na zawsze, że kocha mnie ponad wszystko na świecie i że odejdzie tylko wtedy, gdy ja Go wyrzucę z mojego życia. Nie jestem nastolatką (wybaczcie młodsze koleżanki), mam ukończone studia, miałam bardzo dobrą pracę.
Po pół roku starań z jego strony zamieszkaliśmy razem. On sprzedał wszystko, przyjechał do mnie. Mieszkaliśmy za granicą. Planowaliśmy ślub, chcieliśmy w przyszłości mieć dzieci.
Kochałam Go i kocham nadal... Wspierałam Go i byłam przy nim, gdy zaczął bać się przyszłości. W końcu mi powiedział, że za bardzo skupiamy się na uczuciach, na miłości.
Przyjechaliśmy do Polski. On miał szukać tutaj pracy. Wkrótce miała być nasza 2 rocznica wspólnego życia.
Zostawił mnie, wyjechał bez słowa. Prosiłam, by został. Mówiłam, że kocham. On twierdzi, że też mnie kocha, ale nie możemy być razem...
Zostałam z rozwalonym życiem: muszę organizować przeprowadzkę, załatwiać formalności, bo mój Ukochany poczuł powołanie, ma nową misję do spełnienia.
Czy mu na mnie zależy?
Nie wiem. Tak, twierdzi, że mnie kocha. Ale to przecież tylko słowa.
Dlaczego to piszę?
By Was ostrzec drogie Dziewczyny, które macie jeszcze wybór, gdy nie jest za późno.
Kocham Go nadal i cierpię... |
Bardzo współczuje, wiem ze takie cierpienie jest nie do zniesienia.
Ja po latach z moim X nauczyłam się jak zyć zeby być szczęsliwa. On nigdy nie jest mnie pewny, widocznie potrzebuje takiej adrenaliny i ja pewnie też. Mamy oboje dominujące charaktery i zawsze swoje zdanie, ustępstwa, kompromisy są dopiero jak zaczynamy tęsknić.
Pozdrawiam i zyczę aby to zycie zaczęło się do Ciebie usmiechac, a emocje tylko radosne |
|
ZUZIA
Gość
|
0
|
|
|
Wysłany: Sob Sie 21, 2010 13:08 Zakochanie po uszy
|
|
|
| W listopadzie pisałam Tu że się zakochałam w Ks. ! Teraz tak nadal jest tylko że już w drugim .. Do tamtego co kochałam już nic nie czuje ! Jest dla mnie zwykłym kapłanem ... Ale pojawił się znów problem zakochałam się w księdzu z Mojej parafii ... Ile kroć z nim rozmawiam .... Jest dla mnie bliższy .... Wiem na pewno że sutanny dla mnie nie zrzuci ... Ponieważ jest bardzo długo kapłanem .... I wie że poszedł za śladami Jezusa ! |
|
Ktoś ?
Gość
|
0
|
|
|
|
|
|