|
|
Przesuniêty przez: Redakcja Wto Maj 20, 2008 02:42 |
| Wiadomo¶æ |
Autor |
Wys³any: Czw Wrz 20, 2007 01:29 ku pokrzepieniu
|
|
|
Na pana szczê¶cie…
Co dzisiaj bêdê robi³, po co ¿yjê, dlaczego jestem tym kim jestem? Tylko trzy pytania. Kilka wyrazów. Zadane jednak samemu sobie w najmniej odpowiednim momencie zburzy³y dotychczasowe warto¶ci, wyobra¿enia, wyuczone reakcje.
Od tamtego pamiêtnego ranka nic nie jest ju¿ tak kolorowe, jak kiedy¶. Nawet oczywisty dla ka¿dego kolor trawy. Pewna jest tylko nerwica, wredna jak wesz, pozbawiana skrupu³ów, atakuj±ca najczulsze miejsca organizmu. Okie³znanie jej jednego objawu, chwilê pó¼niej wywo³uje kolejny: gorszy, podlejszy, bardziej wyrachowany.
Nie jestem narkomanem ani alkoholikiem. Nie by³em molestowany, a rodzina nie jest patologi±. Mam 25 lat, tytu³ magistra, bardzo dobrze p³atn± pracê, narzeczon± i satysfakcjê z wykonywanej pracy. Dopa¶æ mo¿e ka¿dego.
Drugi tydzieñ wakacji. Organizm odpocz±³ ju¿ po kilkumiesiêcznym czasie ciê¿kiej pracy. Dla psychiatrów to moment sprawdzianu, dla wszystkich innych stan zas³u¿onego relaksu.
W³a¶nie wyciszenie organizmu, odreagowanie we wspó³czesnym ¶wiecie jest wytyczn± zdrowia. Zreszt± sk±d mo¿na o tym wiedzieæ? Sk±d do jasnej cholery wiedzieæ mo¿na, ¿e nerwica atakuje organizm przede wszystkim w czasie wyciszenia?
Stan ci±g³ego stresu wyd³u¿a bowiem jedynie jej eksplozjê, czasami latami czeka ta wredna ¶winia na odpowiedni moment. I nie musz± byæ to wakacje, wystarczy wieczorne rozlu¼nienie…
Czy w ogóle mo¿e byæ Ona problemem? Czy¿ nie sprowadzamy jej wszyscy do ogólnego zdenerwowania, wybuchowo¶ci i trzês±cych siê r±k, czy choæby nawet ³ami±cego siê g³osu?
Kto kojarzy tê przypad³o¶æ z psychiatr±? A przywo³any specjalista? Ulegaj±c stereotypowi stawiam go na stra¿y wariatkowa. Ja, ¶wiat³y cz³owiek powielam te brednie. I pomylê siê.
Jeszcze d³ugo ¿yæ mi przyjdzie z piêtnem osoby lecz±cej siê psychiatrycznie. Z piêtnem narzuconym przez samego siebie i samemu sobie. Wrzucê bowiem w³asne ego do worka ze wszystkimi chorymi psychicznie. Sam pozbawiê siê na d³ugo racjonalnego my¶lenia, dalekiego od utartych opinii.
Jestem ofiar± i katem zarazem. Ju¿ siê skre¶li³em, przesta³em my¶leæ o lepszym jutrze. Ja, niepoprawny dot±d optymista. Jak mog³em do tego dopu¶ciæ?
Podniesione o 10 rano powieki uwolni³y ¼renice, które szybko wbijaj± siê mimo woli w czerwieñ stoj±cej na pó³ce ksi±¿ki. W tej samej chwili dobrze znana mi ok³adka, staje siê obca. Zaraz potem, z pierwszym odczuwalnym mrugniêciem przysz³y do g³owy te trzy pytania. G³êbokie, filozoficzne, odleg³e, zazwyczaj zadawane przy kawie w kawiarni. Tym razem pozostawione bez odpowiedzi, znanej mi przecie¿ DOT¡D doskonale, doprowadzaj± do sza³u. Nastaj±ca pustka z czasem wywo³uje lêk przed szaleñstwem. Serce bije trzykrotnie szybciej, ro¶nie ci¶nienie, z ka¿d± chwil± temperatura cia³a wydaje siê przybli¿aæ do setki. Pierwszy zawrót g³owy, zaraz za nim drugi. ¦mieræ staje siê bli¿sza ni¿ nigdy dot±d.
Telefon!!! Wykrêcam numer. Z trudem proszê rodziców o pomoc. Jeszcze nie wiem, ¿e pocz±tek tego koszmaru jest pocz±tkiem nerwicy. I co gorsze, na moje szczê¶cie. Na moje pieprzone szczê¶cie.
Przyje¿d¿a ojciec. Nie rozumie tego co siê ze mn± dzieje. Nie on jeden. Jestem w gorszej sytuacji, bo ka¿da próba zrozumienia pêka jak bañka w nico¶ci, doprowadza do ob³êdu, potêguje stan otêpienia.
Jestem za g³upi na udzielenie sobie odpowiedzi. Brakuje danych, które dot±d wystarcza³y na egzystencjê. Ataki wzmagaj± siê na sile z ka¿d± kolejn± sekund± my¶lenia..
Oto wszystko sprowadza siê do objawów wegetatywnych. Najgorsze przede mn±. Najzwyklejsze jak siê oka¿e przyspieszone bicia serca, wspomniane zawroty, podwy¿szone ci¶nienie, drêtwienia koñczyn, zwyk³e napiêcie bêdzie niczym w porównaniu ze strachem przed schizofreni±, przed strachem przed ¿yciem, przed pomys³em na samego siebie.
Póki co identyfikuje mój stan z nieokre¶lon± jeszcze przez samego siebie chorob± psychiczn±. My¶li o niej z czasem doprowadzaj± do wymiotów. Przez ca³y tydzieñ wszystko co zjem l±duje w przydomowym szambie. Przy okazji wyzbywam siê pewno¶ci siebie, wypluwam powoli samego siebie, z ka¿dym szarpniêciem czujê, ¿e tracê poczucie rzeczywisto¶ci. Bo jak inaczej nazwaæ strach dopadaj±cy mnie kilka metrów za drzwiami mojego mieszkania?
Nie jestem w stanie jechaæ samochodem, i¶æ po papierosy, zakupy. Wracam po przej¶ciu kilkunastu metrów. Bojê siê omdlenia, utraty kontroli, utraty ¶wiadomo¶ci, zaniku pamiêci. Zaczynam baæ siê wszystkiego. Dom staje siê twierdz±. A i w nim nie jest dobrze. Samotno¶æ przera¿a. Szukam wentylów bezpieczeñstwa – dzia³aj±cego telefonu, obecno¶ci s±siadów, dostêpu do Internetu. Zasypiam po wyj¶ciu rodziców, wstajê na kilka minut przed ich powrotem. Sam siê dobijam, nie potrafiê ju¿ ze sob± rozmawiaæ.
Zreszt± wszystkie tym podobne próby wewnêtrznego dialogu doprowadzaj± do sza³u.
Kto¶ zapyta o jakim lêku mowa. Tego nie da siê opisaæ, to trzeba prze¿yæ. Jest straszny, dopada twój umys³ i trzêsie nim tak d³ugo, ¿e przestajesz my¶leæ racjonalnie. Boisz siê rzeczy, które dot±d nie by³y ¿adnym problemem. A potem przychodzi lêk przed lêkiem. I co gorsza ten nadchodzi.
Przestajesz funkcjonowaæ bez pomocy osób trzecich. Zawsze kto¶ musi byæ przy tobie, musisz byæ czym¶ zajêty. Ale i tak my¶l wróci, parali¿uj±c nogi, rêce, my¶lenie. Irracjonalny lêk zaczyna byæ twoim ¿yciowym towarzyszem, staje siê partnerem
Wizyta u internisty zmienia niewiele. Jest jednak nadzieja. To nadczynno¶æ tarczycy b±d¼ zazwyczaj towarzysz±ce tym podobnym objawom wrzody. Chwila ul¿enia. Nie bêdzie ¿le.
Niestety, kolejne specjalistyczne wyniki wykluczaj± wszystkie przyziemne choroby. W tej chwili wydaje mi siê, ¿e rak by³by wyj¶ciem. By³by tak potrzebnym mi wyt³umaczeniem, by³by czym¶ zidentyfikowanym, strasznym, ale znanym. Mia³bym na co¶ zrzuciæ winê, przesta³bym obwiniaæ samego siebie. Okre¶li³by kierunek leczenia, tak w tym momencie mi potrzebnego.
Nie zna³em tego uczucia. Gdyby kto¶ kiedy¶ powiedzia³ mi, ¿e ¶wietne wyniki s± dla niego problemem, to wy¶mia³bym go bez dwóch zdañ. Wszyscy znamy to uczucie, kiedy po kilkunastu latach palenia przychodzi zrobiæ nam prze¶wietlenie p³uc, b±d¼ po upojnych studenckich nocach czekaæ na wyniki krwi.
Oddychamy z ulg±, gdy wszystko z nami w porz±dku. Czas oczekiwania jest jednak gehenn±.
I tak± w³a¶nie gehenn± jest bycie zdrowym. Nie ma nic gorszego jak brak diagnozy przy objawach parali¿uj±cych ca³e twoje dotychczasowe ¿ycie. TK g³owy, EEG mózgu i jeden Bóg raczy wiedzieæ czego jeszcze pozbawia z³udzeñ na diagnozê, utwierdza w chorobie psychicznej.
Kto¶ z rodziny wspomina o nerwicy. Bo¿e, ile da³bym aby tylko taki wyrok us³yszeæ. Nie wiem na co siê porywam. Pora na neurologa. Nie ma mowy o SM. Na pana szczê¶cie to tylko nerwica. – s³yszê. Przepisuje lekarstwo i prosi nastêpnego pacjenta. Na do widzenia s³yszê jakby z oddali radê o wizycie u psychologa. Nie, nie trzeba. Dam radê. Nie takie rzeczy w ¿yciu pokonywa³em.
B³êdne rozumowanie. Jedno z wielu. Na kolejny tydzieñ my¶l o nerwicy pozwala normalnie funkcjonowaæ. Powoli panujê nad biciem serca, zawrotami g³owy i drêtwieniem koñczyn. Poprawie stanu zdrowia pomaga wyt³umaczenie tego wszystkiego nerwic±. Nie wystarcza na d³ugo. Powraca ta sama walka z my¶lami o zwariowaniu. To piêta achillesowa. Pracujê g³ow±. Bojê siê utraty kontroli nad sob±, bojê siê bycia ro¶link±.
Napady paniki nie ustêpuj±. Wrêcz przeciwnie, nabieraj± na sile, przekonuj± o nienormalno¶ci sytuacji. Pytam mamy, czy szalejê. Wreszcie otoczenie dojrzewa do przekonania mnie na wizytê u psychiatry. Kolejne tydzieñ wariactw. Nie pójdê. Dlaczego? Bo tam chodz± chorzy psychicznie. Je¿eli pójdê raz, bêdê przed samym sob± s³aby i chory a przed osobami trzecimi nienormalny, gorszy.
Wróci³y wymioty Stojê przed lustrem i my¶lê o szpitalu dla psychicznie chorych, za ka¿dym razem koñcz±c w ubikacji. Z muszl± klozetow± jeste¶my ju¿ na ty. Znudzony jej towarzystwem postanawiam i¶æ do specjalisty. Tylko po to, by upewniæ siê, czy to aby na pewno nie jest choroba psychiczna.
Zaraz na wej¶ciu mówiê o trzech pytaniach. Lekarz ¶ci±gaj±c swoje du¿e i ciê¿kie okulary, pyta mnie i co z tego? Czym z³ym s± takie pytania? Oniemia³em. On ma racjê! Ale dlaczego tak reagujê, czy jestem chory psychicznie? Nie, jest pan zdrowy. To nerwica. Przejdzie z czasem.
Na kolejno zadawane pytania nie s³yszê odpowiedzi, s± niewa¿ne. Wa¿na by³a tylko odpowied¼ na nurtuj±ce mnie dot±d pytanie. Cieszê siê jak ma³e dziecko.
Przepisane przez neurologa i podtrzymane przez psychiatrê lekarstwa zaczynaj± dzia³aæ. Negatywnie. Stan roztrzêsienia nasila siê ka¿dego ranka. Nie potrafiê my¶leæ o niczym innym. Ka¿de otwarcie powiek przywo³uje my¶l o nerwicy. Napady lêku nie ustêpuj±. Coraz czê¶ciej pytam siê siebie, po co ¿yjê. Bojê siê ¶mierci. Patrzê na mijaj±cych mnie ludzi i nie wiem po co id±, skoro i tak kiedy¶ umr±, po co siê tak mêcz±, do czego d±¿±? To okropne poddawanie w w±tpliwo¶æ rzeczy oczywistych staje siê utopi±.
Wreszcie dopada my¶l o schizofrenii. Jej teoria odbiega od tej ksi±¿kowej, ale podszyta strachem i niewiedz± staje siê realna. Na d³ugo dobija. Tak wymy¶lna teorii wydaje siê byæ nie do podwa¿enia. Oto wyobra¿am sobie, ¿e le¿ê gdzie¶ w szpitalu dla psychiczne chorych. Mamy schizofreniê.
Ca³y ten otaczaj±cy mnie ¶wiat jest wymys³em 70 letniego schizofrenika. Co bêdzie je¶li to wszystko minie, ¿e kto¶ poda mi jakie¶ lekarstwo i utworzony ¶wiat zniknie. Obudzê siê gdzie¶ mo¿e w Polsce w starczym wieku. Koszmar. Wszystko mi znane przestanie istnieæ. A co je¿eli to prawda? Kto¶ powie, ¿e psychiatra wyprowadzi mnie z b³êdu.
Zak³adaj±c, ¿e ¶wiat jest wymys³em schizofrenika, to i lekarz jest czê¶ci± tego nieistniej±cego ¶wiata. Schizofrenia nie chce bym j± odkry³, kpi ze mnie mówi±c ustami lekarza. Mówi, ¿e nic mi nie jest. Trans trwa. Uczucie deja vu? Mo¿e to niedoskona³o¶æ schizofrenii, gdzie¶ w toku ewolucji wyimaginowanego przez ni± ¶wiata przysz³o siê jej pomyliæ, wygenerowaæ co¶ co ju¿ by³o.
Na d³ugo ulega³em tej my¶li. Do dzisiaj bojê siê, ¿e mo¿e byæ prawd±.
Szalejê. Dopadam internetowe fora w poszukiwaniu podobnych do mnie osób. S±. Jest ich setki, tysi±ce. Zadaj± sobie te same pytania. Anonimowo nie wstydz± siê mówiæ o swoich lêkach. Z czasem poznajê lekarzy, studentów, managerów, kierowników du¿ych firm, którzy tkwi± w wirtualnym ¶wiecie, wo³aj± o pomoc, boj± siê rzeczywistego wy¶miania.
Tkwi± tutaj i upieprzaj± siê. Bo pani Zosia nie wychodzi z domu szósty rok, a pan Kaziu jak siê ba³ tak boi siê dalej. Witek rzuci³ pracê, Sandrê z niej wyrzucono. I nie pomagaj± leki, psychiatrzy. S± i tacy, którzy nerwicê lêkow± hoduj± w sobie latami. Dopiero teraz wychodz± do ludzi, zaczynaj± my¶leæ. Podejmuj± leczenie.
Dlaczego wiêkszo¶æ jest tutaj, w Internecie, a nie w poradniach zdrowia psychicznego? Bo jest ich ma³o, nikt nie tr±bi o z³o¶liwej nerwicy i jej objawach. A te s± tak irracjonalne, ¿e w najlepszym razie osoba nimi dotkniêta zostanie odrzucona przez otoczenie, wy¶miana, a w skrajnych przypadkach nazwana psycholem. Bo nikt nie rozumie.
Do tego ta ci±g³a my¶l o byciu gorszym, obwinianie siê doprowadza do skrajnego zani¿enia swej samooceny. Wszystkie dotychczasowe sukcesy przestaj± byæ wa¿ne, nie podtrzymuj± ju¿ na duchu, nie s± argumentem do dalszej, ciê¿kiej pracy.
W internecie chorzy upewniaj± siê, ¿e to nerwica. Pisz± o samobójczych próbach, rozstaniach z powodu nerwic, wstydzie i odrzuceniu przez znajomych. Ze szczegó³ami opisuj± odej¶cie z ¿ycia towarzyskiego, ze strachu. Pozostaj± wspomnienia i pytania bez odpowiedzi. Pisz± o lekarzach na darmo faszeruj±cych ich lekarstwami. Pisz±, bo nigdy nie odwa¿± siê mówiæ g³o¶no.
Dziêki Bogu nie wszyscy. Mój psychiatra zabroni³ mi czytania tych wpisów, kupowania ksi±¿ek. Przychodzi³em do niego zdo³owany. Ba³em i bojê siê nadal, ¿e tak jak Monika za 15 lat dalej odwiedzaæ bêdê mojego terapeutê i mówi³ sobie, ¿e to ju¿ nied³ugo. ¯e przejdzie. Dzi¶ wiem, ¿e nie przejdzie na pewno samo. Albo siê jej pozbêdê, albo jak Witek ugrzêznê w internetowym padole ³ez.
Bojê siê, ¿e z nerwicy lêkowej wpadnê w nerwicê natrêctw czy hipochondriê i pozostanê w tym stanie kilka dobrych lat, doprowadzaj±c siê do depresji, samobójstwa.
Z nerwicy nie mo¿na wyj¶æ samemu. Wziêcie siê w gar¶æ nie jest w tym przypadku z³otym ¶rodkiem. Gro chorych nie mówi o swoich dolegliwo¶ciach nawet najbli¿szym. Tkwi± w bezsensie, jak ognia unikaj±c stresuj±cych sytuacji.
Potrzebna jest akceptacja i zrozumienie najbli¿szych. Ci ostatni nie mog± mówiæ, ¿e to przejdzie, ¿e to chwilowe wymys³y dziecka, partnera czy rodzica.
Potrzebny jest przy tym kontakt z psychiatr±, jak najszybszy. Tylko on jest tu osob± obiektywn±, potrafi±c± wy³apaæ b³êdne rozumowanie, wewnêtrzny konflikt wywo³uj±cy nerwicê. To du¿y problem.
Prywatne wizyty s± drogie, do pañstwowego specjalisty czeka siê za¶ czêsto miesi±cami, by ten podj±³ wreszcie leczenie niejednokrotnie sprowadzaj±c je do godzinnego spotkania raz w miesi±cu. O wiele lepiej wygl±da sprawa terapii grupowych, ale nie wszyscy chc± siê uzewnêtrzniaæ na forum.
Dopiero od kilku miesiêcy pracujê nad sob±. Jest ciê¿ko, po trzech miesi±cach dalej nie zostajê sam w domu, ale jest du¿o lepiej. Czy pracujê? Tak, ale nigdy nie powiem swojemu szefowi o nerwicy, o lêkach. Wyla³by mi na zbity pysk. I nie dziwiê mu siê. Gdybym tego nie przechodzi³ post±pi³bym podobnie. Ba³bym siê, ¿e pracownik oszaleje, zrobi g³upstwa. Jest inaczej, ale sk±d on ma to wiedzieæ?
Dojrza³em do tego, by w nerwicy doszukiwaæ siê sensu. Inaczej patrzê na ¶wiat, zauwa¿am rzeczy obok których przechodzi³em dot±d obojêtnie, naprawiam swoje z³e postawy. Stajê siê innym cz³owiekiem. Nie by³em z³y, ale nie umia³em patrzeæ. U¶wiadomi³em sobie, ¿e ¿yjê a nie egzystujê, ¿e pieni±dz nie jest najwa¿niejszy. ¯e nie jestem herosem, ¿e nigdy wszystko nie bêdzie idealne, ¿e jest mi³o¶æ a nie przyzwyczajenie.
Powoli przestajê siê wnerwiaæ siê na innych kierowców, kasjerki w hipermarkecie i wspó³pracowników. To straszne przewarto¶ciowaæ swoje ¿ycie, ale mimo poczucia zmarnowania minionych lat, wierzê, ¿e warto. Bêdê m±drzejszy, mocniejszy. Ju¿ jestem. Przeszed³bym to ¿ycie bezp³ciowo, tak jak wielu innych. Praca, praca, praca. Zrozumia³em wiele, choæ walczyæ muszê nadal.
Nie miejsce tu pisaæ o wszystkim, ale warto wspomnieæ o jednym: nauczy³em siê uczestniczyæ a nie tylko patrzeæ. A wiêc mam to pieprzone szczê¶cie. Na moje szczê¶cie!!!
P.S. Dziêkujê rodzicom, narzeczonej i Panu od wariatów. Dziêki Wam odnalaz³em szczê¶cie. |
|
Go¶æ
|
0
|
|
|
Wys³any: Sro Mar 12, 2008 18:13
|
|
|
Moim zdaniem warto przeczytaæ ca³e ...
| Cytat: | | Nie miejsce tu pisaæ o wszystkim, ale warto wspomnieæ o jednym: nauczy³em siê uczestniczyæ a nie tylko patrzeæ. A wiêc mam to pieprzone szczê¶cie. Na moje szczê¶cie!!! |
|
|
AdiS
U¿ytkownik
Pkt. ³±cznie za posty: 0 Miejsce w rankingu: 36 Aktywno¶æ (pkt): 23
|
0
|
|
|
|
Wys³any: Sro Mar 12, 2008 18:14
|
|
|
| tekst wart uwagi. rowniez polecam przeczytac caly tekst |
|
klakson
U¿ytkownik
Pkt. ³±cznie za posty: 0 Miejsce w rankingu: 28 Aktywno¶æ (pkt): 29
|
0
|
|
|
Wys³any: Czw Mar 13, 2008 00:43
|
|
|
Wiem, o czym autor napisa³. Gdyby ka¿dy cz³owiek to przeszed³ to ten ¶wiat by³by normalny. Z tego sie wychodzi. Szczê¶liwe ¿ycie Ja tyle szczescia nie mialem, bo mnie nikt nie rozumial, ale wiem o wielu biednych ludziach takich jak ja, dla ktorych jedyna terapia sa fora. Mam nadzieje, ze ta historia uswiadomi im, ze warto sie leczyc. Bo to nie jest choroba psychiczna! |
|
muchaafrykañska
U¿ytkownik
Pkt. ³±cznie za posty: 0 Miejsce w rankingu: 209 Aktywno¶æ (pkt): 2
|
0
|
|
|
Wys³any: Pon Cze 16, 2008 15:33
|
|
|
nie wiem czy to dobre miejsce na opisywanie swoich problemów,ale nie mam komu o nich opowiedzieæ.Mój m±¿ mnie nie rozumie.Zawsze mówi wszystko bêdzie dobrze i na tym sie koñczy...Nie wiem kiedy do tego dosz³o,¿e sta³am siê taka nieporadna. swój problem zaczê³am dostrzegaæ kilka lat temu po niezdanej, pisemnej maturze. Na ustn± ju¿ nie posz³am w ogóle. A by³am dobr± uczennic±, wszyscy byli zdziwieni moim zachowaniem, ja te¿.Potem ca³ymi godzinami rycza³am w poduszkê.Umawia³am sie na rozmowy o pracê,ale zawsze przed wyj¶ciem co¶ siê ze mn± dzia³o.Robi³o mi siê s³abo, nogi mi miêk³y, kilka razy w takich sytuacjach mdla³am. Albo sta³am wyszykowana przed lustrem i zaczê³am p³akaæ...Kilka razy urz±d pracy skre¶la³ mnie z listy bezrobotnych bo nie przychodzi³am na umówione spotkania...
Lata mijaj±,a ja nadal czujê tak± niemoc. Po drodze wysz³am za m±¿ i urodzi³am dziecko,ale nic siê nie zmieni³o.Ca³y czas my¶lê o niezdanej maturze, o tym jaka jestem beznadziejna, nic nie potrafiê, sama nie umiem nic za³atwiæ w urzêdach, nie mam znajomych.Siedzê w domu i marnuje sobie ¿ycie i nie potrafiê nic zmieniæ.Czasami my¶lê,¿e nie powinnam w ogóle siê urodziæ,a teraz sama mam dziecko...Kiedy¶ Zuzia zapyta dlaczego mama ci±gle p³acze i zawsze siedzi w domu...m |
|
mona
Go¶æ
|
0
|
|
|
Wys³any: Pon Cze 16, 2008 19:01
|
|
|
| Mona a by³a¶ u psychologa? Kto¶ musi ci pomóc bo niepotrzebnie siê meczysz! A co na to twój m±¿? |
|
luis
Go¶æ
|
0
|
|
|
Wys³any: Wto Kwi 13, 2010 00:09
|
|
|
| Mia³em nerwicê i z niej wyszed³em. Ta choroba jest ciê¿ka, ale uleczalna. warunkiem jest kontakt z psychologiem i wcale nie trzeba braæ ¿adnych lekarstw! Zapamiêtajcie to! |
|
baca
Go¶æ
|
0
|
|
|
|
|
|